Szukaj!

Ładowanie...

10 maja 2012

Co tam słychać u Rufusa?

Niestety - zgodnie z moimi najgorszymi oczekiwaniami guz, który pojawił się kilkanaście dni temu na łapce Rufusa - był nowotworem. Wrednym nowotworem, który zaatakował węzły chłonne pod kolankiem tylnej, prawej łapki. Nie wiem dokładnie jak duża była to cholera, ale weterynarz ocenił, że konieczna będzie operacja - i to szybka.

To ja musiałam podjąć decyzję - czy czekać, aż guz urośnie do niemożliwych rozmiarów i po prostu wyssie z Rufusa życie, czy uśpić go od razu, żeby się nie męczył, czy też podjąć ryzyko operacji. Wszelkiego rodzaju zabiegi chirurgiczne na tak maleńkim ciałku są bardzo trudne i, cóż - istnieje całkiem duże prawdopodobieństwo, że zwierzak w ogóle nie obudzi się z narkozy... Stwierdziłam jednak, że skoro jest szansa na powodzenie takiej operacji, to trzeba ją wykorzystać i wczoraj mój chomiczek przeszedł dosyć skomplikowany zabieg amputacji kończyny. O naszym osiedlowym weterynarzu chodzą różne opinie - od tych skrajnie dobrych, po skrajnie złe. Osobiście uważam jednak, że to dobry człowiek i świetny fachowiec, chirurg który naprawdę zna się na rzeczy - od wielu, wielu lat leczy z najróżniejszych przypadłości wszystkie zwierzęta z mojej rodziny; przychodziłam do niego zarówno z maleńkimi myszami, jak i psami. Wczoraj zyskał w moich oczach bardzo dużo :)

Rufus niedługo po operacji wrócił do domu. Narkoza trzyma go do tej pory, choć minęła już prawie doba od jej podania. Wczoraj wieczorem telepał się i kręcił jakby był bardzo pijany, ale dziś normalnie otwiera oczka i... na nowo uczy się chodzić. Dla takiego zwierzątka poruszanie się bez tylnej łapki nie jest jakimś wielkim problemem, co świetnie widać - Rufusikowski próbował już nawet nawiać z klatki, kiedy zmieniałam mu pościel ;) Nie chce pić (próbowałam podawać wodę kroplomierzem, ale wzdrygał się, kiedy coś mokrego dotknęło mu pyszczka), ale chyba zjadł całą dużą makaronową kokardkę, bo nie było jej w klatce. Ranka jest dość duża, ale szwy są mocne i nie powinno nic złego się z nimi dziać. Jutro kontrola - myślę, że wszystko idzie ku dobremu!

Pisałam niedawno o tym, że Rufus ma problem z nogą i dziś chcę podziękować za ciepłe słowa :) To bardzo ważne wiedzieć, że ktoś trzyma kciuki za życie mojego malutkiego pupila! :)



Zdjęcie sprzed kwadransa, Rufus próbuje wcinać kanapkę. I nawet widać miejsce zabiegu.

5 maja 2012

Wojna płci.

Koleżanka zapytała się mnie ostatnio, dlaczego ja zawsze trzymam z chłopakami i mam tak mało dziewczyn wśród najbliższych znajomych. Zastanowiłam się chwilę i... cóż, odpowiedź jest prosta: baby zazwyczaj są po prostu beznadziejne!

Wychowywałam się z czterema braćmi ciotecznymi - najpierw byłam najmłodsza, a później urodził się Junior. Odkąd pamiętam szalałam z kuzynami i musiałam nauczyć się bronić przed ich zgryźliwymi uwagami i łaskotkami. Z jednym często oglądałam mecze koszykówki, a kiedy trochę podrosłam - chodziłam na żużel, drugi podsuwał mi płyty z muzyką, której słucha i zajmował się naprawami komputera. Trzeci miał anielską cierpliwość i bawił się ze mną godzinami. W szkole podstawowej paru chłopaków mocno dało mi w kość, ale mimo to dalej lgnęłam do płci przeciwnej. Zawsze lepiej dogadywałam się z kolegami, niż koleżankami, bo lubię sport i nie jestem obrażalska, więc nawet kiedy mi docinali, potrafiłam się odgryźć, a nie płakałam i uciekałam do mamy. W gimnazjum większość moich koleżanek interesowała się kosmetykami i ciuchami, a ja wolałam siedzieć z tyłu klasy z kilkoma najlepszymi kumplami i zamiast wysłuchiwać nowinek o właściwościach popularnych błyszczyków - wykręcałam różne numery i głośno się śmiałam. W liceum w ostatnich ławkach skręcało się papierosy - przez 45 minut lekcji można było wyprodukować nawet całą paczkę... ;)

Wczoraj byłam z mamą w knajpie na obiedzie i przy stoliku obok nas usiadły dwie dziewczyny. Na pierwszy rzut oka - zwykłe, młode laski, bardzo ładne i zgrabne, zadbane, fajnie ubrane. Po kilku minutach jedna z nich odebrała telefon i wtedy naprawdę ucieszyłam się, że nie posiadam takich koleżanek... 'No czeeeeść kochanie, jak tam? A ja jestem w knajpie, tak. Tak, no tak tak. Powaaaażnie?! Ten przystojny?! I co, i co? UMÓWIŁAŚ SIĘ Z NIM?! O jaaaa, to musisz mi wszystko dokładnie opowiedzieć! No tak, tak. To pa kochanie, no pa, buziolki!' - wszystko wypowiedziane wysokim głosem, na pół restauracji. Moja mina musiała mówić za wszystko, bo dziewczyna przycichła, kiedy nasze spojrzenia się spotkały...

Kurczę, faceci są czasami naprawdę beznadziejni, ale kiedy mają przebłyski normalności - uwielbiam ich! Plotkują bardziej, niż kobiety, tylko się do tego sami przed sobą nie przyznają, ale ich plotkowanie wygląda jakoś inaczej. Idę z koleżankami na piwo i przez dwie godziny słucham zachwytów nad jakimś kolesiem - 'ach, jakie ma oczy! a jakie ma usta! a jak bosko wygląda w świetle zachodzącego słońca! musi być dobry w łóżku!' Niestety, czar pryska, kiedy poznaję, albo widzę zdjęcie owego bożyszcza. Idę na piwo z kolegami i słyszę - 'o kurde, fajna sztuka. fajny tyłek, fajne nogi, ładna. brałbym!' Patrzę na laskę i faktycznie widzę zjawisko - szczupła, zgrabna, seksowna. Też bym brała, ale głośno się nie przyznam, bo będą dziwnie patrzeć :P Kiedy dwie kobiety się kłócą, to czasem przez kilka godzin drą mordy o nic, bo w końcu schodzą z głównego problemu i nie pamiętają o co im poszło. Zdarza się, że szarpią się za kudły i drą sobie ubrania, a potem przez parę tygodni (albo miesięcy...) udają, że się nie znają, bo przecież jak można kolegować się z tą wredną Nikolą, która powiedziała, że Oliwia ma brzydkie paznokcie?! Kiedy faceci się kłócą, to w najgorszym wypadku wyzwą się od chamów i kutasów, dadzą sobie dwa razy po mordzie, a w następną sobotę pójdą na mecz i piwo, bo przecież nie stracą kumpla tylko dlatego, że coś chlapnął po pijaku albo odrapał mu niechcąco drzwi od samochodu, nie? No właśnie, i to jest fajne w facetach - nie pielęgnują w sobie tej całej urazy i nie zanieczyszczają środowiska wrednym humorem.


Przez kilka ostatnich tygodni przeszłam małą szkołę życia. Na majówce musiałam nauczyć się wreszcie sikać w krzakach - Stara Żwirownia nie została bowiem wyposażona w porcelanowe toalety i bieżącą wodę. Rozpalałam ognisko i osmaliłam sobie łydkę. Zamiast zemdleć na widok dużej ilości krwi, musiałam się spiąć i opatrzeć koledze rozwaloną stopę. Chodzę na mecze i coraz rzadziej siedzę na grzecznej, cichej trybunie - frajdę zaczęło mi sprawiać wydzieranie się i tańczenie Labado na młynie. Jestem kobietą, stuprocentową. Uwielbiam swoją kobiecość i w życiu nie zamieniłabym się na płeć z którymś kolegą. Chodzę w obcisłych spodniach, lubię sukienki i spódnice, buty na obcasach i pluszowe maskotki, ale nie jestem kłótliwym mazgajem i tak samo, jak w ślicznej sukieneczce lubię chodzić w szerokiej bluzie i klubowym szaliku. Usłyszałam niedawno, że jestem fajna, bo jestem typem dziewczyny - przyjaciela i o wszystkim można ze mną pogadać. I o piłce nożnej, i o seksie, i o samochodach. Nie robię wielkich oczu, kiedy słyszę sprośny kawał, ale za to potrafię doradzić koledze, który właśnie przeżywa zawód miłosny. Znajomy z pracy stwierdził, że nigdy nie poznał dziewczyny, którą z chęcią zaprasza na męski wieczór i to jest dla mnie wielki komplement... ;) 

I oczywiście oprócz fantastycznych kumpli mam swoją jedyną i wyjątkową Przyjaciółkę - między innymi dlatego, że ona też zamiast przez dwie godziny opisywać mi kolor ust jakiegoś typa, powie po prostu: 'no wiesz przecież, taki taki i taki, zajebisty. brałabym!' - i wszystko jest jasne... :)

26 kwietnia 2012

Trzymajcie kciuki za Rufusa!

Wieczorem sprzątałam klatkę Rufusowi i zauważyłam coś bardzo niepokojącego... Na tylnej łapce mojego chomika pojawiło się dosyć duże zgrubienie, widać je wyraźnie pod futerkiem. Na początku myślałam, że to coś z samą łapką - może uszkodził ją, kiedy uprawiał wspinaczkę i krzywo upadł na trociny, kiedy zmęczony puścił się szczebelków klatki? Niestety - okazało się, że jest to spory guzek...

Wydaje mi się, że nóżka go nie boli - dał się dotknąć w zmienione miejsce, chodzi normalnie, normalnie je i pije. Każdego ranka punktualnie o piątej budzi mnie łobuzując w kołowrotku. Guz to nowość - ze względu na alergię nie biorę Rufusa na ręce codziennie, ale obserwuję go każdego poranka i wieczora i widziałabym, że coś jest nie tak...

Cóż, w piątek albo w poniedziałek wybierzemy się do weterynarza na oględziny. Może to wcale nie jest nic poważnego? Ot, zwykły kaszak, w końcu Rufus jest już wiekowym chomikiem (ma prawie półtora roku), a u gryzoni często pojawiają się tego typu guzki i zgrubienia. Niestety, moja wybujała wyobraźnia podpowiada mi, że to najgorsza opcja - rak :( Proszę, trzymajcie kciuki za moje zwierzątko! Nie wyobrażam sobie, że musielibyśmy rozstać się w najbliższym czasie... :(

23 kwietnia 2012

Bla, bla, bla! (7)

Wygląd platformy Blogger uległ zmianie - podobno na lepsze. Ja tam niczego lepszego w nowym wyglądzie panelu administratora nie widzę, ale podobno siła sugestii działa cuda, więc będę sobie wmawiać, że jest pięknie i bardziej czytelnie. Póki co nie bardzo mogę ogarnąć gdzie co jest i gdzie mam kliknąć, żeby napisać nową notkę. 'O kurwości, nie lubię nowości!' - jak to mówi mój ulubiony Dowódca, niezastąpiony przywódca stada i samiec alfa, Pan Henryk.

Pan Henryk myśli, że jest niezniszczalny. Wziął sobie dwudziesto-siedmio godzinny dyżur w pracy i zasnął na monitoringu. Chwała Bogu, że Ochrona zaniepokojna zbyt długim milczeniem i brakiem wydawanych poleceń w słuchawce postanowiła przeprowadzić kontrolę sytuacji, bo gdyby biedny Henio zasnął głębiej, to rąbnąłby głową w przycisk alarmu przeciwpożarowego i znowu trzeba by było przeprowadzać ewakuację. Ciężko ewakuuje się z galerii handlowej kilkaset osób ogarniętych szałem zakupów w piękny, niedzielny wieczór, serio serio!

Z powodu braku weny prezentuję Wam, moi Drodzy, fragment facebook'owej rozmowy i uciekam w kierunku łóżka. Woła mnie ono od ponad godziny tęskniącym głosem, a ja wciąż mam coś ważniejszego do roboty.


~ * ~

- Ja: Ja pierdolę, jestem zmęczona. Po prostu zmęczona, fizycznie i psychicznie. Bolą mnie nogi od chodzenia, bolą mnie plecy od noszenia tej makulatury i boli mnie psychika od ciągłego rozkminiania czegoś. I właśnie się dowiedziałam, że musimy koniecznie z M. porozmawiać, bo on ma ważną sprawę, problem i tylko ja mu mogę pomóc, bo patrzę trzeźwo na świat. HALO!!! CZY JA JESTEM JAKIMŚ NADWORNYM, ETATOWYM MURZYNEM?!

- Kama: hahahahahahaha :D fakt, wykorzystują cie jak jakiegoś uczonego. otwórz tam okienko pomocy 'Trzeźwa Kasia przyszłość Ci powie' :D

- Ja: Przynajmniej kurwa jestem trzeźwa, nie to co oni, sztajmesy! :D

- Ja (po chwili namysłu): bywam trzeźwa*, tak będzie bardziej wiarygodnie...  :D

~ * ~

14 kwietnia 2012

Chciałabym pisać jak Dziwka!

Jak w tytule - chciałabym umieć pisać tak, jak pisze Dziwka*. Przelewać swoje myśli na klawiaturę w sposób prosty i zrozumiały dla każdego. Jak coś mnie wkurwia, to po prostu wylać z siebie nerwy i opisać dane zdarzenia tak, jak widzę je naprawdę, a nie ubierać wszystko w tiule i koronki. Już nie raz przekonałam się, że za dużo pięknych słów prowadzi do mdłości. I mam dylemat - pisać tak, jak do tej pory pisałam, czy dać upust emocjom i pozwolić sobie na bezwzględną szczerość i subiektywność?

Jak zacznę przeklinać, to parę osób zapewne przestanie tu zaglądać - a tego nie chcę. Mój znajomy popełnił ostatnio świetny tekst o tym, że w słowie pisanym kurwami rzucać się nie powinno - zapraszam do przeczytania tutaj: klik! Ale z drugiej strony - czy naprawdę lepiej jest kłamać, że coś nam działa na nerwy, zamiast z ręką na sercu przyznać, że doprowadza do kurwicy? Niby można wprowadzić selekcję i o przykrych sprawach po prostu nie pisać, publikować tylko słodkie wspomnienia z dzieciństwa, a to, co jest mniej przyjemne zostawić dla siebie. Tylko że ten blog z założenia miał być moim miejscem - miejscem, w którym mogę się wygadać, wykrzyczeć i od czasu do czasu obrobić komuś dupę, korzystając ze względnej anonimowości. Nie wiem, naprawdę nie wiem - dlatego pytam Was o zdanie. To Wy mnie czytacie i to Wy musicie mi powiedzieć czego tutaj nie chcecie, a co przyjmiecie z ochotą.

Zostajemy przy uroczych relacjach z zakładania przez rodzinkę gołębi gniazda na moim parapecie, czy pozwalamy sobie czasem na mały hardcore i jedziemy po bandzie, jak trafia mnie szlag na widok ubrań porozwalanych po całym pokoju i umywalki upieprzonej pastą do zębów, pomimo pierdyliarda próśb? Piszcie!


* blog Dziwki linkuję po lewej stronie, zapraszam do zapoznania się z treścią, jeśli ktoś jeszcze tego nie uczynił! ;)