Koleżanka zapytała się mnie ostatnio, dlaczego ja zawsze trzymam z chłopakami i mam tak mało dziewczyn wśród najbliższych znajomych. Zastanowiłam się chwilę i... cóż, odpowiedź jest prosta: baby zazwyczaj są po prostu beznadziejne!
Wychowywałam się z czterema braćmi ciotecznymi - najpierw byłam najmłodsza, a później urodził się Junior. Odkąd pamiętam szalałam z kuzynami i musiałam nauczyć się bronić przed ich zgryźliwymi uwagami i łaskotkami. Z jednym często oglądałam mecze koszykówki, a kiedy trochę podrosłam - chodziłam na żużel, drugi podsuwał mi płyty z muzyką, której słucha i zajmował się naprawami komputera. Trzeci miał anielską cierpliwość i bawił się ze mną godzinami. W szkole podstawowej paru chłopaków mocno dało mi w kość, ale mimo to dalej lgnęłam do płci przeciwnej. Zawsze lepiej dogadywałam się z kolegami, niż koleżankami, bo lubię sport i nie jestem obrażalska, więc nawet kiedy mi docinali, potrafiłam się odgryźć, a nie płakałam i uciekałam do mamy. W gimnazjum większość moich koleżanek interesowała się kosmetykami i ciuchami, a ja wolałam siedzieć z tyłu klasy z kilkoma najlepszymi kumplami i zamiast wysłuchiwać nowinek o właściwościach popularnych błyszczyków - wykręcałam różne numery i głośno się śmiałam. W liceum w ostatnich ławkach skręcało się papierosy - przez 45 minut lekcji można było wyprodukować nawet całą paczkę... ;)
Wczoraj byłam z mamą w knajpie na obiedzie i przy stoliku obok nas usiadły dwie dziewczyny. Na pierwszy rzut oka - zwykłe, młode laski, bardzo ładne i zgrabne, zadbane, fajnie ubrane. Po kilku minutach jedna z nich odebrała telefon i wtedy naprawdę ucieszyłam się, że nie posiadam takich koleżanek... 'No czeeeeść kochanie, jak tam? A ja jestem w knajpie, tak. Tak, no tak tak. Powaaaażnie?! Ten przystojny?! I co, i co? UMÓWIŁAŚ SIĘ Z NIM?! O jaaaa, to musisz mi wszystko dokładnie opowiedzieć! No tak, tak. To pa kochanie, no pa, buziolki!' - wszystko wypowiedziane wysokim głosem, na pół restauracji. Moja mina musiała mówić za wszystko, bo dziewczyna przycichła, kiedy nasze spojrzenia się spotkały...
Kurczę, faceci są czasami naprawdę beznadziejni, ale kiedy mają przebłyski normalności - uwielbiam ich! Plotkują bardziej, niż kobiety, tylko się do tego sami przed sobą nie przyznają, ale ich plotkowanie wygląda jakoś inaczej. Idę z koleżankami na piwo i przez dwie godziny słucham zachwytów nad jakimś kolesiem - 'ach, jakie ma oczy! a jakie ma usta! a jak bosko wygląda w świetle zachodzącego słońca! musi być dobry w łóżku!' Niestety, czar pryska, kiedy poznaję, albo widzę zdjęcie owego bożyszcza. Idę na piwo z kolegami i słyszę - 'o kurde, fajna sztuka. fajny tyłek, fajne nogi, ładna. brałbym!' Patrzę na laskę i faktycznie widzę zjawisko - szczupła, zgrabna, seksowna. Też bym brała, ale głośno się nie przyznam, bo będą dziwnie patrzeć :P Kiedy dwie kobiety się kłócą, to czasem przez kilka godzin drą mordy o nic, bo w końcu schodzą z głównego problemu i nie pamiętają o co im poszło. Zdarza się, że szarpią się za kudły i drą sobie ubrania, a potem przez parę tygodni (albo miesięcy...) udają, że się nie znają, bo przecież jak można kolegować się z tą wredną Nikolą, która powiedziała, że Oliwia ma brzydkie paznokcie?! Kiedy faceci się kłócą, to w najgorszym wypadku wyzwą się od chamów i kutasów, dadzą sobie dwa razy po mordzie, a w następną sobotę pójdą na mecz i piwo, bo przecież nie stracą kumpla tylko dlatego, że coś chlapnął po pijaku albo odrapał mu niechcąco drzwi od samochodu, nie? No właśnie, i to jest fajne w facetach - nie pielęgnują w sobie tej całej urazy i nie zanieczyszczają środowiska wrednym humorem.
Przez kilka ostatnich tygodni przeszłam małą szkołę życia. Na majówce musiałam nauczyć się wreszcie sikać w krzakach - Stara Żwirownia nie została bowiem wyposażona w porcelanowe toalety i bieżącą wodę. Rozpalałam ognisko i osmaliłam sobie łydkę. Zamiast zemdleć na widok dużej ilości krwi, musiałam się spiąć i opatrzeć koledze rozwaloną stopę. Chodzę na mecze i coraz rzadziej siedzę na grzecznej, cichej trybunie - frajdę zaczęło mi sprawiać wydzieranie się i tańczenie Labado na młynie. Jestem kobietą, stuprocentową. Uwielbiam swoją kobiecość i w życiu nie zamieniłabym się na płeć z którymś kolegą. Chodzę w obcisłych spodniach, lubię sukienki i spódnice, buty na obcasach i pluszowe maskotki, ale nie jestem kłótliwym mazgajem i tak samo, jak w ślicznej sukieneczce lubię chodzić w szerokiej bluzie i klubowym szaliku. Usłyszałam niedawno, że jestem fajna, bo jestem typem dziewczyny - przyjaciela i o wszystkim można ze mną pogadać. I o piłce nożnej, i o seksie, i o samochodach. Nie robię wielkich oczu, kiedy słyszę sprośny kawał, ale za to potrafię doradzić koledze, który właśnie przeżywa zawód miłosny. Znajomy z pracy stwierdził, że nigdy nie poznał dziewczyny, którą z chęcią zaprasza na męski wieczór i to jest dla mnie wielki komplement... ;)
I oczywiście oprócz fantastycznych kumpli mam swoją jedyną i wyjątkową Przyjaciółkę - między innymi dlatego, że ona też zamiast przez dwie godziny opisywać mi kolor ust jakiegoś typa, powie po prostu: 'no wiesz przecież, taki taki i taki, zajebisty. brałabym!' - i wszystko jest jasne... :)